
— Pierwszy ma dość, sir! — zameldował jego szef sztabu, widząc jak pierwszy nieprzyjacielski dreadnaught wypada z szyku i obraca się, by ustawić ekranem ku nadlatującym pociskom.
— Widzę, Byron — skwitował White Haven.
W jego głosie nie było śladu radości brzmiącej w głosie kapitana Huntera.
Nie ulegało kwestii, że właśnie zakończył się okres łatwych zwycięstw — Ludowa Marynarka zdołała się zmobilizować i znów stała się groźnym przeciwnikiem. Najlepiej świadczyło o tym to, iż pozostałe okręty nadal utrzymywały szyk i strzelały. Dotąd strata pierwszego doprowadzała zwykle do paniki, a zawsze do zamieszania. Tym razem było inaczej. Co nie wróżyło dobrze na przyszłość. Co prawda przeciwnik nadal popełniał błędy, ale już nie takie jak wcześniej. To starcie było niezwykle zacięte. Okręty wrogiej formacji powinny już odpadać po dwa i po trzy, gdy zdemoralizowani oficerowie mieli okazję przekonać się na własnej skórze o przewadze technicznej Królewskiej Marynarki, a tymczasem nic takiego nie miało miejsca. Przeciwnik trzymał szyk i nie była to miła świadomość dla kogoś, kto wiedział, jaką przewagą liczebną i tonażową dysponuje nadal Ludowa Marynarka. Tymczasem przeciwnik uparcie nie zmieniał kursu mimo ponoszonych strat, chcąc dotrzeć w zasięg broni energetycznej, bowiem dopiero to było w stanie zniwelować przewagę techniczną rakiet i systemów elektronicznych okrętów Royal Manticoran Navy.
Jeden z zielonych symboli przedstawiających okręty RMN zaczął pulsować pomarańczowo, gdy pół tuzina promieni laserowych trafiło w niego równocześnie.
