
Kwestia była prosta — nie mógł wdać się w walkę z takimi siłami, bo oznaczałoby to zagładę jego sił, a więc musiał dotrzeć do granicy wejścia w nadprzestrzeń i uciec, zanim pułapka się zamknie. By tego dokonać, nie mógł jedynie zmienić kursu, bowiem zgodnie z wyliczeniem komputera taktycznego oba zgrupowania przeciwnika połączą się wcześniej, jeśli to zrobi, a jego okręty będą i tak miały zbyt dużą prędkość, by z marszu wejść w nadprzestrzeń. Jedyne, co mu pozostało, to ostry zwrot na lewą burtę prosto ku lecącej formacji. Dzięki temu Bogey 2 nie zdąży wziąć udziału w walce. Minusem było to, że musiał wejść w zasięg broni energetycznej pierwszego zgrupowania szybciej niż planował, co oznaczało, że poniesie znacznie większe straty niż zakładał przed bitwą.
White Haven pogodził się z tym, wiedząc, że nie ma innego wyjścia, a w ten sposób nie dość, że uratuje większość okrętów, to jeszcze zada przeciwnikowi duże straty. Wprowadził nowy kurs do podręcznego komputera nawigacyjnego i gdy na ekranie pojawiła się nowa projekcja, uśmiechnął się z mściwą satysfakcją — tak jak podejrzewał, jego eskadra znajdowała się w pozycji umożliwiającej przecięcie kursu przeciwnika bez wystawiania dziobów prosto na jego salwy burtowe. A okręty Ludowej Marynarki będą musiały zmienić kurs albo wystawią swoje nie osłonięte dzioby na jego salwy burtowe. Jeśli się zdecydują na to drugie, zadadzą mu większe straty, bowiem pojedynek potrwa dłużej, ale same zostaną zmasakrowane. — Kapitanie Goldstein, proszę wziąć kurs 270 na 000! — polecił. — Pełna szybkość i proszę przekazać na wszystkie okręty: odwrócić się ekranami do Bogey 2 i kontynuować walkę z Bogey 1!
